Wysokie ceny energii zagrożeniem dla gospodarki europejskiej.

W Unii Europejskiej widać silne symptomy wychodzenia z kryzysu gospodarczego. Jednak ekonomiści podkreślają, że tempo ożywienia ekonomii ma relatywnie wolny charakter na tle USA i Azji. W celu ożywienia Komisja Europejska kładzie nacisk na innowacyjność gospodarki, stymuluje nowe inwestycje i miejsca pracy, czy inicjuje reformy w celu redukcji biurokracji dla poprawy konkurencyjności. Analizując czynniki rozwoju gospodarki można jednak nabrać przekonania, że jednemu z podstawowych z nich poświęca się zbyt mało uwagi albo wręcz tworzy regulacje rzucające gospodarce kłody pod nogi. Bardzo wysokie koszty energii w Europie w porównaniu z USA (i innymi rynkami) dla przemysłu wydają się być znaczącym obciążeniem dla wzrostu naszej gospodarki.

Pod koniec stycznia Komisja Europejska opublikowała raport, który dobitnie ilustruje różnice w kosztach energii występujące pomiędzy UE, a jej głównymi konkurentami na arenie międzynarodowej. Według tego raportu ceny energii elektrycznej dla odbiorców przemysłowych są ponad dwukrotnie większe niż w Stanach Zjednoczonych i o 20% wyższe niż w Chinach. Sytuacja w obszarze cen gazu jest jeszcze gorsza. Ceny gazu kupowanego przez kraje UE od Rosji są trzy do czterech razy wyższe niż w porównywalnych kontraktach wewnątrz USA.

Dysproporcja cen energii ze względu na skalę i długotrwały charakter stwarza problem dla UE. Już teraz skutkuje ona odwrotem od Europy energochłonnego przemysłu. Według np. ArcelorMittal przeniesienie ich zakładów z Europy do USA przyniosłoby oszczędności na poziomie jednego miliarda dolarów rocznie z powodu niższych rachunków za energię. Oczywiście przenoszenie wiązałoby się z licznymi kosztami, ale podejmując decyzję o nowych inwestycjach prezesi energochłonnych firm nie mają dylematu i Europy nie biorą pod uwagę.

Dlaczego ceny energii w Europie są tak znacząco wyższe? Mają na to wpływ co najmniej dwa czynniki. Pierwszy z nich to silne oparcie energetyki europejskiej na gazie. Oparcie to zostało zamodelowane w czasach wysokiej dostępności własnych zasobów. Niestety aktualnie zasoby te są dalece niewystarczające i UE musi w coraz większym stopniu opierać się na kosztownym imporcie z Rosji, Algierii i Norwegii. USA natomiast na szeroką skalę zaczęła eksploatować dużo tańszy gaz łupkowy. A jak wiemy, pomimo potencjalnych zasobów gazu łupkowego w Europie jak na razie jedynie Polska ma odwagę na prowadzenie badań i inwestycji w tym zakresie.

Drugim, silnym czynnikiem niekorzystnie kształtującym ceny energii w Europie jest nasza polityka klimatyczna. W 2007r państwa członkowskie UE ustaliły cele ograniczenia emisji gazów cieplarnianych do 2020 roku. Wszystkie kraje UE muszą ograniczyć emisję o 20 procent w porównaniu z poziomem z roku 1990. Rządy zostały dodatkowo zobowiązane do stymulowania produkcji energii z odnawialnych źródeł tak, aby uzyskać 20-to procentowy udział tej energii w Europie. (Polska przyjęła zobowiązanie na poziomie 15% ale np. Wielka Brytania czy Niemcy zobowiązały się osiągnąć 30%). A jak doświadczenia pokazują, pomimo, że zasoby dla energii z odnawialnych źródeł są bezpłatne, to poprzez bardzo drogie technologie, energia z nich wytworzona jest wielokrotnie droższa od tej z konwencjonalnych metod wytwarzania.

Doświadczenia w zakresie energetyki z OZE dla Europy, wnoszą chociażby Niemcy będące liderem w implementacji tych źródeł (aktualnie około 24% energii w Niemczech pochodzi z OZE). Ich ambitne plany, aby do 2022 roku całkowicie zastąpić energię z atomu (16% ich aktualnego całkowitego zapotrzebowania) energią odnawialną, a do 2050 produkować energię w 80% ze źródeł odnawialnych może budzić podziw. Energia ta miałaby pochodzić z wykorzystania słońca i wiatru. Unia Europejska dysponuje ponad 75% całkowitej światowej mocy fotowoltaicznej, a sama Bawaria ma jej więcej niż cała Ameryka Północna. Niemcy potroiły moc energii wiatrowej w ostatniej dekadzie. Niestety ten idealistyczny obraz nosi na sobie mocne rysy. Jeśli wziąć pod uwagę niestałość i nieprzewidywalność podaży odnawialnych zasobów należałoby stworzyć systemy back-upowe i magazynowe, które na ten moment są rozwiązaniami drogimi albo wręcz niedostępnymi na wymaganą skalę. Aktualnie w dni, w których aura sprzyja produkcji energii z wiatru lub słońca Niemcy zmuszone są odsprzedawać wyprodukowany prąd poniżej kosztu wytworzenia (pomimo, że producenci mają zapewnioną cenę gwarantowaną -subsydiowaną- na 20 lat). W pochmurne i bezwietrzne dni Niemcy coraz silniej natomiast eksploatują jako źródło energii węgiel brunatny, z którego pochodzący CO2 jest z roku na rok emitowany w coraz większych ilościach. Aktualnie z węgla brunatnego w Niemczech pochodzi ponad 25% energii, a więc więcej niż z OZE. Warto też zauważyć, że Niemcy zmuszeni są, dla elastyczności dostaw, do produkcji energii tylko z węgla brunatnego na większą skalę niż całkowita produkcja energii w Polsce (a mówi się, że to my zatruwamy środowisko). Dodatkowo, w analizie ekonomicznej, nie do pominięcia jest fakt, że rekonstrukcja polityki energetycznej Niemiec prowadzi do konieczności przebudowy ich sieci przesyłowej, co wiąże się z gigantycznymi inwestycjami. Te czynniki spowodowały, że energia elektryczna dla niemieckich gospodarstw domowych zdrożała o 25% w ostatnich trzech latach i jej ceny kształtują się o około 50% powyżej średniej europejskiej.

Kolejnym rynkiem mocno zaangażowanym w stymulowanie energii ze źródeł odnawialnych jest Wielka Brytania. Aktualnie kraj ten produkuje zieloną energię na poziomie 13% (Polska około 7%). Oprócz biomasy w Wielkiej Brytanii ważnym źródłem są nadbrzeżne i morskie farmy wiatrowe. Kraj ten produkuje więcej energii elektrycznej z farm wiatrowych na morzu, niż wszystkie inne kraje razem wzięte. Aktualnie funkcjonuje tam ponad 1000 turbin, których liczba ma zostać potrojona do 2020 roku i osiągnąć moc 10GW. Przykładem skali jaką przyjęła w energii wiatrowej Wielka Brytania niech będzie oddany do użytku jesienią 2013 roku wiatrak w okolicach Edynburga, którego łopaty sięgają 196 metrów! Doświadczenia Wielkiej Brytanii w rozwijaniu wiatraków morskich dają jej bezwzględne światowe przywództwo w tej technologii, co może przełożyć się na przyszłe przychody gospodarki. (Chiny i Japonia mają rosnący apetyt na energię z morskich wiatraków, ale jak na razie niewiele generatorów. Ameryka ma tylko jeden prototyp takiej turbiny jak dotąd.) Niestety energia z morskich wiatrów jest szalenie droga. Rząd brytyjski w ramach systemu zachęt dla inwestorów w morskie wiatraki gwarantuje 155 funtów za megawatogodzinę prądu z tego źródła przez 15 lat. Jest to trzykrotność aktualnej ceny hurtowej na tym rynku i około 60 % więcej niż gwarantowana cena za energię z turbin lądowych. To także więcej niż gwarantowane przez państwo 92.50 funta z nowej, prywatnej elektrowni jądrowej w Hinkley Point (która ma otrzymać dotację na poziomie 17,6 miliarda funtów pomimo, że ekonomiści wyliczają, że bez tej dotacji elektrownia ta byłaby również efektywna ekonomicznie). Pomimo oczywistej zachwianej równowagi ekonomicznej w energetyce Wielkiej Brytanii, dyskutuje się tam o zwiększeniu inwestycji poprzez jeszcze większe wsparcie dla nowych farm wiatrowych i wydłużenie cen gwarantowanych z 15 do 25 lat. Wielka Brytania może mieć wtedy ponad 40GW mocy zainstalowanej w morskich wiatrakach w 2030 roku.

Przykładem ryzyka, jakie niesie ze sobą silne stymulowanie dotacjami (czytaj: pieniędzmi podatników) inwestycji w energię odnawialną jest Hiszpania. W 2007 roku chcąc pobudzić produkcję zielonej energii zaimplementowano tam system zachęt, który sprowadzał się do gwarantowania ceny prądu wytworzonego z promieni słonecznych na poziomie 12-sto krotnie wyższym, niż rynkowe ceny prądu w tamtym czasie. Oczywiście przyniosło to spektakularny rezultat – w 2012 Hiszpania była czwartą potęgą świata w zakresie produkcji prądu z energii słonecznej. Rozwój ten pociągnął jednak również za sobą, jak się okazało niekontrolowany, wzrost obciążeń budżetowych – wartość dopłat tylko do energii słonecznej wzrosła z 190 milionów euro w 2007 do 3,5 miliarda euro w 2012. W tym okresie całkowity koszt dopłat do systemu wytwarzania energii pochodzącej z promieni słonecznych kosztował Hiszpanię 26 miliardów euro. Są to kwoty, które byłyby trudne do udźwignięcia przez ekonomię tego kraju nawet w czasach prosperity. Ale nałożył się do tego kryzys euro, co zmusiło rząd do znaczącego wycofania się z wcześniej złożonych obietnic dla inwestorów. Spowodowało to utratę możliwości płynnego regulowania przez przedsiębiorstwa zobowiązań z tytułu powziętych inwestycji w panele słoneczne (szacuje się, że aktualnie zator płatniczy ma wartość ponad 30 miliardów euro), a dziesiątki tysięcy osób straciło pracę.

Doświadczenia te pokazują, że poszukiwanie energetycznych rozwiązań przyjaznych dla środowiska musi iść w parze z zapewnieniem zrównoważonego bezpieczeństwa makroekonomicznego. W okresie programowania 2014-2020 UE będzie kładła nacisk na wzmocnienie wskaźnika efektywności ekonomicznej. Efektywność ekonomiczna poszczególnych technologii energetycznych, dla warunków uśrednionych dla całej UE, została przedstawiona w dokumencie Komisji Europejskiej: źródła energii, koszty produkcji i eksploatacji technologii wytwarzania energii elektrycznej, produkcji ciepła i transportu. Stanowi on załącznik do Drugiego strategicznego przeglądu sytuacji energetycznej (Second Strategic Energy Review), w ramach tzw. planu działań na rzecz bezpieczeństwa energetycznego i solidarności energetycznej UE44. Dokonano w nim porównania kosztów i wydajności różnych technologii wytwarzania energii, łącznie z systemami energetyki odnawialnej, z punktu widzenia ekonomiki. Technologie zostały podzielone na systemy elektroenergetyczne, ciepłownicze i transportowe. Główną strategią europejską jest Europa efektywnie korzystająca z zasobów. Skłoniło to Komisję Europejską do kształtowania swojej aktualnej polityki energetycznej w oparciu o nabyte doświadczenia i popycha polityków do silnego akcentowania efektywności energetycznej jako jednego ze sposobów ograniczenia emisji CO2.

Polskie zasoby energetyczne w ponad 90% pochodzą z węgla kamiennego i brunatnego. Wynika to oczywiście z naszego największego w Europie bogactwa w ten pierwiastek, co przez dekady pozwalało planować krajowy bilans energii bazując na spalaniu tego zasobu. Był to oczywisty wybór dopóty, dopóki w Europie nie mówiło się o ograniczeniu emisji CO2. Jest rzeczą oczywistą, że chcąc sprostać wymogom ograniczenia emisji gazów cieplarnianych, przy polskim umiejscowieniu geopolitycznym oraz uwzględniając jednokierunkowe zaprojektowanie przesyłu gazu ze wschodu na zachód trudno jest doszukiwać się ekonomicznie uzasadnionych możliwości zastępowaniu elektrowni węglowych gazowymi. Przynajmniej do czasu, kiedy gaz łupkowy nie stanie się u nas dostępny na oczekiwaną skalę. Źródła odnawialne, takie jak wiatr czy słońce, jak pokazują przykłady z innych krajów mogą nieść ze sobą poważne zasadzki. Dlatego oprócz biomasy, jako nośnika energii który może pozwolić w sprostaniu międzynarodowym wymaganiom, istotnym aspektem będzie podnoszenie efektywności energetycznej polskich producentów i konsumentów.

Takie nastawienie można zaobserwować chociażby w akcentach w Programie Operacyjnym Infrastruktura i Środowisko 2014-20. Planowane rozdysponowanie budżetu POIŚ zakłada wydatki w zakresie promowania odnawialnych źródeł energii na niższym niż w poprzednim okresie poziomie (spadek z 392 euro do 338 mln euro), natomiast kategoria POIŚ dotycząca efektywności energetycznej niemal się potroi (wzrost z 359 do 1190 mln euro). Oprócz POIŚ beneficjenci inwestujący w efektywność energetyczną i działania zasobooszczędne oczywiście będą mogli liczyć także na dotacje z programów regionalnych oraz z funduszy zarządzanych przez NFOŚiGW. Właśnie w tych dniach NFOŚiGW ogłosił nabór wniosków o dofinansowanie: Wsparcia dla przedsiębiorców w zakresie niskoemisyjnej i zasobooszczędnej gospodarki. NFOŚiGW również lada chwila rozpocznie nabór aplikacji o dofinansowanie w programie Bocian, a od trzeciego kwartału Prosument – oba te programy będą stymulować konsumentów energii do samodzielnego jej wytwarzania z OZE na własne potrzeby.